czwartek, 24 października 2013

Rozdział 1 część 3 "Garden party

    Ciężkie życie człowieka ,ktory się boi pająków i na ich widok wymiotuje.Oczywiście na deser musiałem uderzyć głową o wystającą belke w okienku .Chwyciłem się delikatnie za kark ,a następnie spojrzałem na rękę.Zbladłem i czym prędzej zbiegłem na dół .W połowie, drabinka się rozerwała na dwie części ,a ja z spadłem wprost na pokrzywy.Przekręciłem się na brzuch dobijając się jeszcze bardziej pokrzywami.W myślach krzyczałem "Co jeszcze się stanie!?" Głos w mojej głowie po chwili ucichł i spojrzałem na rękę całą w bomblach.Westchnąłem cicho i macałem się po twarzy ,to samo.Wstałem ociężały i wyciorałem się z lasu.Pozostało mi tylko wsłuchanie się w swoje pomruki.

                         
Spojrzałem na zegarek ,który dumnie kontrastował  na mojej poparzonej ręce od pokrzywy .Dochodziła godzina K ,więc zwolniłem chód.Widziałem w oddali dom naszych nowych sąsiadów i wtedy sobie przypomniałem że poszedłem skrótem.I znów przeklnąłem w myślach na siebie.Przed naszą bramą wjazdową stała moja matka w czerwonej zwiewnej sukni.Jak już iśc na garden party to pójśc jak na bal.Przewróciłem oczami i przywiatłem się z nią gestem-Napis na twojej koszulce  jest zgodny z tym jak wyglądasz-zaśmiała się nerwowo i przejżała mnie swoimi laserowym spojrzeniem od głowy do stóp.Zrozumiałem że mam włączyć "nitro"  gnać na góre umyć się i ubrać w nowe ubrania.-Może byś się zapytała czy nic mi nie jest albo coś w tym stylu,mamo ?-nie uzysakłem odpowiedź ,ale ja wiem co chciała powiedzieć.Wyciągnąłem gałązke z moich włosów i rzuciłem do krzaczka.Po 30 minutach byłem jak nowy.Może poobijany i pachnący balsamem mamy ale dalej nowy.Pierwsze co, to przewróciłem się w łazience o pidżame siostry i napotkałem zakrawawioną podpaskę ,która wprawiła mnie o mdłośći.A po wykąpniu się poślizgąłęm się i zrobiłem sobie "kuku" na kolanie i łokociu..W końcu po dłuuugim szykowaniu się ,wyszedłem na zewnątrz i spojrzałem w bok.Powolnie skierowałem się do domu sąsiadów i zadzwoniłem dzwoneczkiem obok drzwi .Otworzył je mój sąsiad ,który zrobił na mnie tak wielkie wrażenie na samym początku .Był ubrany w dresy zwyczajne dresy-Wszyscy wy tacy sztywni ?-zaśmiał się pod nosem i wpuścił do środka ,a następnie do ogórdu .Sztywni jacy sztywni ? Dobra matka ubrała się jak ubrała ,ale ja?Zwykłe spodnie i zwykład bluzka to ubranie sztywniacke ? -No i nasz spóźniaslki przyszedł-poklepał mnie po plecach i puścił mi oczko.A ja biedny spojrzał na nie z niezrozumieniem.Spojrzałem na swoją matke i na gospodynie domu.Mysłałem że wybuchne gromkim  śmiechem.Moja matka pijącą piwo z puszki z zwiewnej czerwonej sukience a Pani domu w starych dresach .Widok o uwietrzenia aparatem i wstawienie w drewnianą ramke.Przywitałem się z gospodnią domu ,która nie mogła się powstrzymać od tego samego komentarza co jej syn.Z ojcem mojego sąsiadka przywitałem się na końcu.Bardzo miły..Rozsiadłem się na polowym krześle i chwyciłem po szklankę z colą.Nagle jakieś dziecko zapewne syn Państwa Sąsiadów ,uderzył w szklankę z której sączyłem płyn  niebios ,a efektem tego było że napój się wylał na moją białą bluzkę.Spojrzałem na matke, w pewnej chwili myślałem że zaraz wybuchnie złością i na krzyczy na dziecko ,lecz powstrzymała się.-Ups ,przepraszam to było specjalnie -odezwał się blondyn i poklepał mnie po kolanie.Westchnął cicho i ściągnąłem z siebie mokrą bluzkę ,ukazując swój lekko umięśniony tors i brzuch.Usiadłem ponownie na krześle i wlałem sobie coli.Blondasek spojrzał na mnie zdzwiony i zawołał swoją siostrę ,dziewczynka z czarnymi jak smoła włosami usiadła naprzeciwko mnie obok mojej siostry.Zaczeła się zawiła rozmowa ,matka z matką ,ojciec z ojcem przy grillu ,a dzieci z dziecimi.Zostałem sam z panem Sąsiadem.-Więc nadal nie wiem jak masz na imię ,od razu uciekłeś  i nie zdążyłem się spytać -przysunął się do mnie ze swoim krzesłem i podrapał się z styłu głowy uśmiechając się szeroko-Felix-odparłem krótko i zimno ,bo co mam powiedzieć ? Rozwinąć ,skąd się wzięło moje imię ?.
-Jak te orzeczki ! Ekhem Rai -wyciągnął ku mnie swoją rękę ,zignorowałem to i spojrzałem w inną stronę

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 1 częśc 2 "Miejsce"

Mężczyzna uśmiechnął się promieniście ,ukazując swoje śnieżnobiałem zęby.Czy on może kiedyś myślał o tym żeby zgłościć się do reklmy pasry do żebów Colgate?..Dobra nie ważne ,teraz to ja mam poważne problemy.Panikuje jak baba,raczej jak niewyżyta nastolatka.Chyba już mówiłem o nastolatce.
-Cześć,sąsiedzie-specjalnie podkreślił słowo sąsiedzie ,co doprowadziło mnie do tego że nie wiedziałem o co chodzi-Zapraszmy na grilla ,u nas w ogródku o 19-czy on tak automatycznie się uśmiecha ,czy co ?.Może to cyborg?-Ta przekaże ,rodzicom i małpie-bruknąłem pod nosem i próbowałem go ominąć ,ale ten mnie zatrzymał ruchem ręki-Kto to ta małpa?-spojrzał na mnie jakby spadł z księżyca i zobaczył kosmitę-Moja 12 letnia siostra-odparłem zniecierpliwiony i próbowałem iść przed siebie,ale ten znów mnie zatrzymał.Nie wytrzymałem burknąłem pod nosem "Odwal się" i co ? .I się odwalił.Poszedł do swojego pięknego ogródeczka ,a ja zostałem sam.Stałem na chodniku jak kołek wpatrując się w swoje zniszczone trampki.W końcu się obudziłem i ruszyłem w kierunku swojego sekretnego mijesca.Tylko w tym sekretnym miejscu nie istnieją  dla mnie problemy i ból.No może czasem ,kiedy gwóźdż draśnie rękę ,ale to drobiazg.Doszedłem do samego środka lasu i tam dopiero odetchnąłem z ulgą.Przedemną stało wielkie drzewo,a na nim skormny mały domek na drzewie .Rozpadająca się drabinka piła się ku górze.Może jestem troche dziecinny ,ale zawsze kochałem swój domek na drzewie.Wybudował go mój dziadek,pamiętam te chwile gdy jedliśmy czekoladowe lody licząc listki na ziemi,a teraz?.Dziadek jest rośliną i nie oddycha samodzielnie.Cały czas śpi i śpi.Nie czekając chwili dłużej wskoczyłem na drabinkę i po kilku minutach wspinaczki dotarłem do swojego domku.Jak wcześniej wsponiałem o draśniećiu gwoźdżem ,tak więc  się stało.Usiadłem pod małym okienkiem i wsłuchiwałem się w śpiew ptaków.Odprężające ,cholernie.I po jakimś czasie zasnąłem na siędzącą i śniłem o swojej przyjeciółce ,która właśnie teraz powinna ćwiczyć ,a jak znam ją to pewnie wpierdziela lody.Tak więc upłyneło kilka godzin,Mój spokojny sen przerwał dotyk.Owłosiony dotyk na policzku.Otowrzyłem prawe oko później lewe,a moim oczą ukazał się włochaty pająk.Czyli tak zgine...Spoliczkowałem sam siebie ,zabijając przy tym pająka.Nie obeszło się od zwymiotowania przez okineko.

piątek, 28 czerwca 2013

Mon Amour Rozdział 1 część 1 "Sąsiad "

Wygramoliłem się powoli z łóżka ,uderzając o kanciasty róg .Tak to było najboleśniejsze powitanie pięknego dnia.Spojrzałem w obok na leżący telefon."Nikt nie dzwonił i nie pisał?Uh nikt mnie nie kocha"Zaśmiałem się cicho ,żeby rodzice nie usłyszeli że wstałem.Gdyby coś usłyszeli,kazali mi by zejść na dół i kosić trawe.Jestem leniem i nic kompletnie nie chce mi się robić.Cóż taka idea,takich osób jak ja.Po cichu podeszłem do okna i wyjrzałem za nie.Po oczach waliło mi słońce.Wręcz wypalało mi gałki oczne.Lecz dało mi się zobaczyć ,że ktoś wprowadza się do domu obok.Zauważyłem młodego mężczyzne przenoszący ciężkie kartony.Brązowe,rozczochrane włosy lśniły w porannym słońcu,a nieogolona twarz dodawał mu męskiego uroku.Patrzyłem na nieznajomego kilka minut,dopóki się nie odwrócił i uśmiechnął w moją stronę.Nie odwzajemniłem uśmiechu ,ale schowałem się jak napalona nastolatka podł kołdrą ."Chłopie ogarnij się masz już prawie 18 na karku .Zachowuj się!" Skarciłem się w myślach i wyszedłem spod kołdry.Słyszac wrzask ojca z dołu, już nie miałem wyjścia.Powolnym krokiem skierowałem się do drzwi ,które uchyliłem i jak młody Bóg wyparowałem z pokoju wprost do łazienki.Przeczesałem swoje jasno-brązowe włosy i umyłem powolnie zęby.Jak już zrobiłem wszystko w łazience co sie dało.Otowrzyłem drzwi i znalazłem się na małym korytarzu ,który prowadził do schodów.Ten piękny zapach mamy perfum zawsze mnie zachwycał .Był słodki ,a jednocześnie bardzo dojrzały.Zszedłem po schodach i wbiegłem do kuchni do mamy-Co tak pięknie pachnie,czy to śniadanie dla waszego kochanego,wygłodniałego syna?-przytuliłem rodzicielkę od tyłu-To nie dla ciebie,Felix..To dla naszych nowych sąsiadów -zaśmiała się ironicznie i delikatnie mnie odepchnęła-Łaski bez będę głodował-otowrzyłem lodówkę i wyjąłem z niej jednego cienkiego kabanosa -A miałem być wegetarianinem-ugryzłem wysuszone mięso i wpatrywałem się w swoje stopy-Ubieraj się cwelu idziemy do sąsiadów-blond włosa małpa podbiegła do mnie i uderzyła mnie w brzuch.Tak ,to moja ukochana siostra Lisa.Kiedyś ją zabije obiecuje to przy wszystkich ,powiesze w ogródku i będe się głośno śmiać.Jestem psychopatą.Moje wczorajsze ubrania leżały na kanapie i czekały tylko na to żeby ponownie je założyć.Tak też zrobiłem.Rozciągniętą koszule rzuciłem gdzieś w dal.Trafiła na telewizor,a następnie spadła za urządzenie.Westchnąłem cicho i podszedłem do dużego lustra w przedpokoju.Starte,luźne jeansy i biała bluzka z czerwonym rozmazanym napisem "Creepy"..To słowo najbardziej mnie opisywało teraz.Dumnie wyszedłem z domu i spojrzałem mu prosto w oczy.Stał przede mną tu i teraz .Pierwsze co nasuneło mi się na myśl to słowo "Kurwa" Uśmiechnąłem się do mężczyzny i powiedziałem zwykłe-Cześć ,sąsiedzie