sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 1 częśc 2 "Miejsce"

Mężczyzna uśmiechnął się promieniście ,ukazując swoje śnieżnobiałem zęby.Czy on może kiedyś myślał o tym żeby zgłościć się do reklmy pasry do żebów Colgate?..Dobra nie ważne ,teraz to ja mam poważne problemy.Panikuje jak baba,raczej jak niewyżyta nastolatka.Chyba już mówiłem o nastolatce.
-Cześć,sąsiedzie-specjalnie podkreślił słowo sąsiedzie ,co doprowadziło mnie do tego że nie wiedziałem o co chodzi-Zapraszmy na grilla ,u nas w ogródku o 19-czy on tak automatycznie się uśmiecha ,czy co ?.Może to cyborg?-Ta przekaże ,rodzicom i małpie-bruknąłem pod nosem i próbowałem go ominąć ,ale ten mnie zatrzymał ruchem ręki-Kto to ta małpa?-spojrzał na mnie jakby spadł z księżyca i zobaczył kosmitę-Moja 12 letnia siostra-odparłem zniecierpliwiony i próbowałem iść przed siebie,ale ten znów mnie zatrzymał.Nie wytrzymałem burknąłem pod nosem "Odwal się" i co ? .I się odwalił.Poszedł do swojego pięknego ogródeczka ,a ja zostałem sam.Stałem na chodniku jak kołek wpatrując się w swoje zniszczone trampki.W końcu się obudziłem i ruszyłem w kierunku swojego sekretnego mijesca.Tylko w tym sekretnym miejscu nie istnieją  dla mnie problemy i ból.No może czasem ,kiedy gwóźdż draśnie rękę ,ale to drobiazg.Doszedłem do samego środka lasu i tam dopiero odetchnąłem z ulgą.Przedemną stało wielkie drzewo,a na nim skormny mały domek na drzewie .Rozpadająca się drabinka piła się ku górze.Może jestem troche dziecinny ,ale zawsze kochałem swój domek na drzewie.Wybudował go mój dziadek,pamiętam te chwile gdy jedliśmy czekoladowe lody licząc listki na ziemi,a teraz?.Dziadek jest rośliną i nie oddycha samodzielnie.Cały czas śpi i śpi.Nie czekając chwili dłużej wskoczyłem na drabinkę i po kilku minutach wspinaczki dotarłem do swojego domku.Jak wcześniej wsponiałem o draśniećiu gwoźdżem ,tak więc  się stało.Usiadłem pod małym okienkiem i wsłuchiwałem się w śpiew ptaków.Odprężające ,cholernie.I po jakimś czasie zasnąłem na siędzącą i śniłem o swojej przyjeciółce ,która właśnie teraz powinna ćwiczyć ,a jak znam ją to pewnie wpierdziela lody.Tak więc upłyneło kilka godzin,Mój spokojny sen przerwał dotyk.Owłosiony dotyk na policzku.Otowrzyłem prawe oko później lewe,a moim oczą ukazał się włochaty pająk.Czyli tak zgine...Spoliczkowałem sam siebie ,zabijając przy tym pająka.Nie obeszło się od zwymiotowania przez okineko.